sobota, 4 marca 2017

Prostota na powitanie wiosny

Wiosna idzie wielkimi krokami na Warmię. Przyleciały żurawie i kaczki. Zielenią się zagonki, z ziemi nieśmiało wyglądają botaniczne tulipany, hiacynty i bratki. I oczywiście temperatury zaczynają być iście wiosenne, aż miło rankiem otworzyć okno i wpuścić trochę coraz cieplejszego powietrza. Wdychać je i wsłuchiwać w coraz głośniejszy rejwach ptactwa, tłumnie zlatującego w nasze strony. Ach…
Rozmarzyłam się. Nie o tym jednak miał być ten wpis. Miał być o lekkiej, prostej i łatwej do wykonania tunice.
Tunika z wiskozy za 20 zł prezentuje się elegancko fot. Wierzbowisko

Powstała z ok. 45 dag wiskozy Arelanu. Koszt włóczki - 20 zł, niestety nie ma jej już w sprzedaży, dlatego cena była niezwykle atrakcyjna, bo ledwie 4 zł za motek 100 dag. Tunikę, a jak kto chce - sukienkę - zrobiłam najprościej, jak się da. Klasyczny ścieg - jeden rząd oczka prawe, jeden - oczka lewe.
Ścieg najprostszy z możliwych fot. Wierzbowisko
Góra na wysokości biustu ma ścieg ściągaczowy 1x1 czykli 1 oczko prawe, 1 oczko lewe, dzięki czemu ładnie układa się na sylwetce.
Góra - pojedynczym ściągaczem ładnie się układa fot. Wierzbowisko
Na dole, ponieważ wywijał się, bo nie został w żaden sposób wykończony, dorobiłam plisę na szydełku, już po zszyciu przodu z tyłem. Najprostszy wzór, jaki przyszedł mi do głowy, bo w szydełkowaniu mocna nie jestem - łańcuszek po prostu co kilka oczek przyczepiany do poprzedniego rzędu, dzięki czemu sprawia wrażenie regularnych oczek, jakby ażuru.
Dół wykończony łańcuszkiem na szydełku fot. Wierzbowisko
Tunika jest cudowna w noszeniu - świetnie się pierze i nie zniekształca ani nie rozciąga specjalnie, choć robiona jest dość luźno (320 m włóczki w 100 g, druty proste nr 4). Lekka, zwiewna, ale kiedy potrzeba - nieco ogrzewa. Wykonałam ją w kilka wieczorów, w tzw. wolnej chwili i nie żałuję, choć z początku jej kolor nie za bardzo przypadł mi do gustu. Polubiłam ten ciuszek jednak w miarę noszenia i będzie teraz jednym z moich ulubionych, ba - już nim jest.


sobota, 25 lutego 2017

Warkocze, warkocze, warkocze

Lubię warkocze. Takie najprostsze, długaśne.

Długi, prosty golf w warkocze szybko się robi fot. Wierzbowisko
Przypominają mi swetry z lat dzieciństwa, mojego dziadka i babci, które wtedy bardzo chciałam mieć.
Kiedyś ręcznie robiony sweter to było naprawdę coś, bo o wełnę było trudno. Dzisiaj robię je sobie sama, o wełnę w internecie łatwo, trzeba tylko… mieć na nią pieniądze.
Nie od dzisiaj wiadomo, że nie wszystko, co samodzielnie wykonane jest tańsze niż z masowej produkcji. Przeciwnie - często kosztuje co najmniej tyle samo, a napracować się przy tym trzeba. Jednak fakt, że ma się coś dokładnie takiego, o jakim marzyliśmy, w dodatku niepowtarzalnego i rozpalającego iskrę zazdrości w niejednym oku, jest niemierzalny.
I taki właśnie jest mój dzisiaj skończony, dosłownie przed chwilą, wielki czarny prosty golf. Oczywiście, z prostokątów. Jedyną jego ozdobą są najzwyczajniejsze na świecie warkocze - na 6 oczek, po 2 dla każdego zaplatanego pasma. By nie były zbyt gęste i sztywne, warkocz przeplatany jest w co drugim prawym rzędzie oczek, dzięki czemu ładnie "leje" się na swetrzysku.
Prosty wzór w cienkie warkocze zawsze ładnie się układa na sylwetce i nieco ją wyszczupla fot. Wierzbowisko
Warkocze są dosłownie wszędzie, nawet na golfie, który - w tym przypadku jest nieco luźniejszy niż zwykle robię, nie chodzi bowiem o to, by ciasno i szczelnie otulał szyję, ale by fajnie wykańczał dekolt.
Nawet golf jest warkoczowy fot. Wierzbowisko
Sweter robi się dosłownie w kilka wieczorów, koszt jego wykonania - oczywiście piszę o zakupie samej włóczki, w sklepie firmowym producenta - Arelanu to około 50 zł. Bo wykonałam go z mięciutkiego, taniego i łatwego w konserwacji akrylu - Kotka. Zużycie coś niewiele ponad 75 dag.
Rękaw - mój ulubiony, prosty- fot. Wierzbowisko
Pani mniejszych rozmiarów zużyje tej włóczki z pewnością mniej. Moja posłużyła na swetrzysko przed kolano przy wzroście 172 cm, bardzo luźne nawet na rozmiar 44/46. Taki oversize w plus-size :)
Oczywiście, po kilku praniach pewnie się rozciągnie nieco, bo jest dość luźno robiony. Na szczęście czarna włóczka nieprędko się brudzi. Ponadto rękawy łatwo można skrócić, bo zakończenie jest przy nadgarstkach, nie trzeba więc nawet ich wypruwać. Zawsze można też po prostu je podwiniąć. No i wreszcie, kiedy sweter nam się po prostu znudzi, wystarczy go spruć i zrobić sobie inny. Po tej włóczce, jeśli ponownie przerobioną robótkę wypierzemy (ręcznie, oczywiście), nie bardzo widać zużycie. Ten sweter zresztą zrobiony jest częściowo z włóczki z odzysku, dlatego nie do końca dokładnie podaję, ile jej zużyłam, bo nie ważyłam.

Dane techniczne:
włóczka - Kotek, podwójna nitka
zużycie - ok. 75 dag
druty - nr 7, proste, aluminiowe
rozmiar - 44/46 - do 48/50 - oversize
długość - przed kolano (przy wzroście 172 cm, bez naciągania i bez prania, tak jak wyszło prosto z drutów)
projekt - własny
czas wykonania - tydzień, wieczorową porą

Do kompletu jakby mam szal - wielki, w kolorze naturalnej wełny i z takiej też włóczki wykonany.
Szal z wełny znalezionej w szafie fot. Wierzbowisko
Po prostu miałam ją w szafie. Szal robiłam powoli, partiami, od niechcenia, bo wiedziałam, że i tak będzie podgryzał. I podgryza, ale za to świetnie nadaje się na wierzch innego swetra, jako ozdoba bardziej niż szal grzejący szyję, bo w moim przypadku do gołej skóry absolutnie nie może dotykać. Koleżanka twierdzi, że wełenka jest mięciutka i nie gryzie wcale. Pewnie większość osób właśnie tak uzna, ja - jako wełniana alergiczka - nie przyłożę jej do szyi, ale rzeczywiście, nie czuję jej przez cienką tkaninę, czyi jest naprawdę miękka. No i pięknie wygląda, naprawdę. Lubię ten kolor naturalnej wełny i naturalną wełnę także, choć u mnie ma ograniczone zastosowanie.

Lubię cienką, miękką wełnę, nieskażoną żadnym barwnikiem fot. Wierzbowisko
Nie wiem, ile włóczki zeszło na tej szal. Druty nr 3,5. Warkocze - kombinacje różne. W porównaniu z golfem powyżej, robi się go dość długo, bo kilka wieczorów, druty cienkie i cienka wełna pożerają, niestety czas.

sobota, 12 listopada 2016

Ciepło, prosto - po prostu wełna!

Nie ma lepiej wyglądającej włóczki niż wełniana. Jedną z moich ulubionych - co pisałam już na blogu Wierzbowisko jest Trachtenwolle. Dość sztywna mieszanka wełny z akrylem. Akrylu jednak jest tylko 37 procent. Wełna nie gryzie, nawet mnie. Doskonale się układa. Nie odkształca. Wygląda rustykalnie i przyzwoicie kosztuje - około 150 zł za kilogram w sklepach. Jeśli traficie ją w hurtowni, będzie nawet 20 procent taniej. Jest dość wydajna - 100 g to około 185 metrów włóczki.

Kardigan z Trachtenwolle mojego autorstwa fot. Wierzbowiec
Ten kardigan, jak większość moich prac, zaprojektowany został z prostokątów. Plastyczność dzianiny sprawia, że nie trzeba niczego taliować, zaszywać, udawać bioder itd. Wszystko pięknie "samo" się na ciele układa.
Sweter sięga za pupę, żeby było ciepło. Dzisiaj nosiłam go przy temperaturze 0 stopni, nałożony na akrylowy gruby golf. Było cieplej niż w niejednej kurtce. Dzięki temu, że został zrobiony podwójną nitką na drutach ledwie 6 mm jest ścisły. Nie przepuszcza przez to zimna i wiatru, nie rozciąga się. Gdyby podszyć go ociepliną, byłby idealną zimową kurtką.

Kołnierz zawinięty szczelnie otula dekolt… fot. Wierzbowisko
Przody są nieco "za szerokie", dzięki czemu można je swobodnie na siebie nałożyć i ściągnąć paskiem w talii. Tak, jak szlafrok. Oczywiście, jak ktoś chce, może też przyczepić dodatkowo je efektowną broszką. Ja jednak uwielbiam torby noszone na skos, a wtedy pasek doskonale "dociska" dzianinę do ciała. Dodatkowe zapięcia są zbędne.
…a odwinięty daje nieco "oddechu" fot. Wierzbowisko
Jeśli będzie nam za ciepło, albo zechcemy zaprezentować wszystkim efektowany szal, wystarczy klapy odchylić, co stwarza udawany kołnierz - jak na zdjęciu powyżej.

Pasek w talii trzyma kardigan w ryzach fot. Wierzbowisko
Ważnym elementem jest pasek w talii. Powinien osadzony być na stabilnych szlufkach, by dzianina nie sprawiała nam niespodzianek i trzymała się tak, jak ją zawiązaliśmy. Moje szlufki są bardzo grube, bo jednocześnie stanowią ozdobę swetra. Po bokach z przodu naszyłam prostokątne kieszenie. Wykonane tym samym ściegiem, co kardigan, czyli tzw. podwójnym ryżem (1. rząd - o. prawe, o. lewe - na zmianę, 2. rząd - tak samo, jak wychodzi z robótki - o. prawe nad prawymi, o. lewe nad lewymi, 3. rząd - odwrotnie: o. lewe, o. prawe - na zmianę, 4. rząd - jak wychodzi z robótki - o. prawe nad prawymi, o. lewe, nad lewymi itd.). Kocham ten ścieg. Efektownie wygląda, uwypuklając włóczkę. Nie zwijają się końce ani brzegi - można dziergać nim dowolne kształty, bez specjalnych zakończeń, ściągaczy itd. 

Rękawy obszerne zmieszczą pod spód sweter fot. Wierzbowisko
Rękawy, jak często u mnie są po prostu prostokątami. Schodzi na nie co prawda o wiele więcej włóczki niż na tradycyjne, ze ściągaczem, ale uważam, że warto. Zmieszczą bowiem bez trudu pod spód obszerniejszy ciuszek, a przy nadgarstkach wyglądają jak lekko rozszerzane.

A robione z rozmachem jednocześnie stanowią ozdobę fot. Wierzbowisko
Tył swetra jest całkiem prosty. Na środku talii ozdobna szlufka w kształcie kwadratu.

Szlufki i szeroki pasek to ważne elementy tego fasonu fot. Wierzbowisko
Lubię ten fason. Miękki, luźny, a jednocześnie kobiecy.

Dane techniczne swetra:
włóczka - Trachtenwolle firmy Schachenmayr 
zużycie - ok. 2 kg
podwójna nitka
Druty - proste, 6 mm
ścieg - podwójny ryż
rozmiar 44/46

wtorek, 11 października 2016

Jesienno-zimowy sweter z odzysku

Można go nosić na wierz. Można go nosić pod spód, np. kamizeli albo zimowej obszernej kurtki. Można do spodni. A można i do samych grubych rajtuz, jak sukienkę. Można będzie w zasadzie, bo ten sweter właśnie robię.
Po roku leżenia w szafie zdecydowałam się na sprucie kardiganu do kolan z dwóch nitek - białego Puszku Arelanu i cieniowanej jakiejś włóczki z domieszką wełny Himalaya.

Ten sweter zachwycał, kiedy go robiłam, ale jakoś tak.... nie doczekał się noszenia fot. Wierzbowisko
Nie pamiętam, jakiej. Pamiętam za to, że strasznie gryzła, kiedy już zrobiłam  z niej próbkę. Strasznie w moich kategoriach, a mnie gryzie praktycznie wszystko. Cudne kolory od czerwieni, przez pomarańcze, zielenie do granatu i fioletu bardzo mnie urzekły. Miała być z niej cienka zwiewna tunika. Niestety, musiałabym ją nosić na jakieś grube rzeczy, które nie dopuściłyby do ciała włosków. Kiedy pomieszałam ją z Puszkiem, wyszła fajna puchata mieszanka. Puszek jest akrylem z dość długim włoskiem - puszysty, mięciutki, nie gryzie nawet na gołe ciało. Super. Ale. No właśnie. Jakiś ten sweter był taki banalny. Trochę za duży. Trochę nijaki.
Minęła wiosna, lato, skończyła ciepła jesień, a on nie wyjrzał poza czeluści szafy. Czas się z nim rozstać, bo zapragnęłam mieć sweter grubaśny, długaśny, ale dość blisko ciała, by  nie sprawiał wrażenia namiotu. Do dwóch nitek ze sprutego kardiganu dodałam więc trzecią - tradycyjnego kotka w kolorze beżu z nopami z bawełnianej nitki, sprawiającym wrażenie nieładu. Lubię ją. To ta sama nitka, z której powstała ta
Moja ulubiona ciepła długa do kostek sukienka z Kotka z nopami z bawełnianej nitki fot. Wierzbowisko
sukienka.
Splot i krój - najprostszy z możliwych, czyli podwójny ryż w połączeniu z formą z prostokątów.

Trzy nitki, druty nr 6 i najprostszy splot - podwójny ryż. Będzie pięknie i ciepło fot. Wierzbowisko
Będzie miał formułę tuniki - bez zapięcia, z dużym golfem. Jak starczy włóczki, a powinno, dorobię do niego prostą czapę z mankietem. A może i getry? Na razie mam już większą część przodu. Pogoda nadal deszczowa, więc w sam raz czas jest na dzierganie w domowym zaciszu, by kominku radośnie skwierczącym ciepłem. Sweter skończony!


Ten golf spokojnie może udawać zimową sukienkę fot. Wierzbowisko
Prosty, długi, ciepły. Na getry włóczki niestety nie starczy, ale jest szansa na czapkę, a chociaż mankiet do niej, by udawała chociaż komplet.

poniedziałek, 3 października 2016

Kłopotliwy błysk

Zakochałam się w tej włóczce, kiedy zobaczyłam ją na półce w hurtowni. Tak, tak kiedy się robi dużo, warto kupować włóczki pakowane w pakiety po 0,5 albo 1 kg, bo wtedy może być nawet do 50 procent taniej niż w internetowym sklepie, nie wspominając o stacjonarnych pasmanteriach. Owszem, często gęsto kupuję włóczki w sklepach, zwłaszcza internetowych - moje ulubione to Fastryga, e-Dziewiarka, Sklepik oraz sklepie firmowym polskiego Arelanu. 
Dlaczego? Bo nie zawsze potrzeba cały kilogram. Nie zawsze jest dokładnie to, co chcemy w hurtowni. A w sklepie w końcu znajdę dokładnie to, co bym chciała w danej chwili mieć. Nie zawsze wiem, na co chciałabym daną włóczkę mieć, ale wiem, jak powinna wyglądać. A przynajmniej tak mi się wydaje.
I tak oto, pod wpływem chwili kupiłam 1 kg włóczki Arelanu - Kotek, opcja czarny z błyskiem.

Czarny kotek z błyskiem wygląda nadzwyczaj elegancko fot. Wierzbowisko
 I ten błysk właśnie trochę mi namącił w głowie. Bo jak już go przyniosłam, rozpakowałam i zaczęłam dziergać próbkę, okazało się, że no właśnie... błyszczy. A ja błysków niespecjalnie lubię. Zrobiłam więc czapkę i komin do niej, a 60 dag nadal mi zostało. I tak włóczka leżała prawie rok. Powstała z niej w końcu długa kamizela, totalnie prosta. Kompletnie nienoszona, jakoś tak wolałam chować się w zwykłej czerni, a latem w beżach i bielach. Ale nastaje kolejna już dla tej włóczki jesień. I oto podjęłam męską decyzję: sprułam kamizelę bez żalu i zrobię z niej fajny, totalnie prosty golf.

Jak widać, golf przerabiany z prutej włóczki nieco faluje, ale to nic. Ważne, że wreszcie połyskliwy akryl znajdzie swoje zastosowanie fot. Wierzbowisko
Nie wiem, na ile starczy mi włóczki, czy dam radę z długością rękawów. Tragedii nie ma - najwyżej dosztukuję czarnym gładkim albo zostawię krótsze. Nie zapowiada się bowiem, by starczyło na całe.
Golf będzie mięciutki, ciepły i - co najważniejsze u mnie - nie pogryzie. Niestety, jestem alergiczką, jeśli chodzi o rzeczy z włoskiem - wełniane albo lniane. Wełniane noszę jedynie wtedy, kiedy nie dotykają bezpośrednio do ciała, golf niestety musi. A akryl kotka to sprawdzony skład. No i miły cenowo, bo 70 zł za kilogram włóczki, z której wyjdzie w normalnych warunkach kardigan do połowy łydki albo golfo-sukienka do kolan (mierzone na rozmiar około 44, wzrost 172 cm, nie wyciągane w czasie prania, robione ciasno, by nosić bez halek, a dzianina trzymała się długo w nadanym jej fasonie. Znam dziewiarki, które ten sam na pierwszy rzut oka kardigan zrobiłyby na dwa razy większych drutach i z połowy włóczki. Ja, wyuczona na starej szkole mojej babci, nie wyciągam dzianin, by je uformować po praniu - mają się układać jak należy od razu. nie piorę też ich w pralce, a jedynie ręcznie, susząc płasko rozłożone, dzięki czemu nie zmieniam im rozmiaru i kształtu. Ale, każdy robi jak chce, jak chcę akurat tak.  Wkrótce pochwalę się Wam gotowym wyrobem.
Pozdrawiam ciepło, bo na dworze dzisiaj wietrznie, jak to na jesieni.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Suknia na drutach romantycznie

Dzisiaj mój ulubiony wytwór rąk - suknia do ziemi. Mięciutka, bo z akrylu (Kotek polskiej firmy Arelan). W zachowawczym kolorze jasnego beżu z wyciąganymi niteczkami. Robiona podwójną nitką, z golfem zapewnia ciepło nawet w mroźne, zimowe dni. Wystarczy założyć na nią grubaśny sweter i gotowe.
Suknia z akrylu Kotek fot. Wierzbowisko
 Suknia powstała rok temu, w zasadzie przypadkiem. Otóż, kupiłam na wyprzedaży w sklepie firmowym Aleran SA 2 kg takiego właśnie kotka. Nie mogłam się powstrzymać, bo cena 38 zł/kg przy mega wydajnej włóczce (320 m w 100 g), doskonale znanej mi od lat, była niezwykle kusząca. Miałam pierwotnie zrobić wielki sweter, ale bardziej palące zapotrzebowanie miałam na ciepły golf. I tak jakoś wyszło, że najpierw golf wydłużył się do sukienki sięgającej kolan. Potem na okrągłych drutach dorobiłam dół, nieco rozszerzany, na chybił trafił - dodawałam co kilka rzędów równomiernie oczka, aż uznałam, że obwód będzie wystarczający.

Długi golf zapewnia ciepło fot. Wierzbowisko
Na koniec wydłużyłam jeszcze plisą dorabianą oddzielnie, bo okazało się, że suknia jednak nie sięga kostek, a koniecznie tak długa właśnie miała być. Do tego golf - długi, dość ciasny, by miękko, ale szczelnie otulał szyję. I rękawy w moim ulubionym fasonie prostokąta, bo wtedy fajnie układają się przy nadgarstkach udając lekko rozszerzane.

Mój ulubiony fason rękawa - w kształcie prostokąta fot. Wierzbowisko
Włóczka: kotek, ok. 1,5 kg
podwójna nitka, druty nr 5
dół rozkloszowany, od kolan - pojedyncza nitka, druty okrągłe nr 6
Rozmiar 44/46, wzrost 172 cm
Koszt sukni - ok. 55 zł

czwartek, 12 listopada 2015

Good Earth po raz pierwszy

Po raz pierwszy dziergałam cokolwiek z mieszanki lniano-bawełnianej marki Fibra Natura pod wdzięczną nazwą "Good Earth".

Sukienka z włóczki lniano-bawełnianej (te ciemne plamy to cień liści pobliskiego drzewa) fot. Wierzbowisko
I muszę przyznać, że nitka jest specyficzna. Ni w tę, ni we wtę - jak mawia moja babcia. Niby miękka, a jednak nie do końca. Niby wygląda jak len, ale użytkownicy tego surowca od razu wyczują "oszustwo". Dla mnie ma jedną cudowną, fantastyczną zaletę - nie gryzie. Tak, tak czysty len mnie gryzie, nim po kilku praniach wypłuczą się z niego maleńkie włoski. Jestem alergiczką i lnianych rzeczy (a już absolutnie wełnianych, choćby z prawdziwego moheru czy alpaki) nie mogę nosić na gołe ciało, nim nie zostaną odpowiednio zmiękczone. Wełny zazwyczaj aż tak zmiękczyć mi się nie udaje, więc używam jej jedynie do robienia swetrów czy płaszczy, noszonych "na coś". Sukienki zwykle popełniam z bawełny lub mieszanek z akrylem. Proszę więc się moim odczuciom nie dziwić.
Po praniu robótka delikatnie się wyciąga, włóczka niespecjalnie mięknie. Nie bardzo też jest plastyczna - doskonale układałaby się na prostym swetrze, t-shircie czy tunice jak rybacka sieć, do sukienki, która miałaby być noszona na samą bieliznę - się nie nadaje. Robiona tak gęsto, by prześwitywała jedynie minimalnie staje się twardą, zwartą dzianiną przypominającą w dotyku chodnik. Robiona na grubszych drutach niestety daje duże prześwity. Jak dla mnie - do noszenia na haleczkę albo do legginsów.
Włóczka:
Good Earth marki Fibra Natura
zużycie - 80 dag, rozmiar 44/46, długość do kolan przy wzroście 176 cm
kupiona w sklepie internetowym Sklep-ik
druty rozmiar 4
Ściegi:
rękawy - ścieg gładki (1. rząd - oczka prawe, 2. rząd - oczka lewe). Rękawy przerabiane wzdłuż, w formie prostokąta
góra przodu i tyłu - ścieg warkoczowy bez odstępów, plecione co drugi rząd prawy po 3 oczka. Robione w jednym kawałku - od pasa przodu, do pasa tyłu - na rękawy robione warkoczem z każdej strony zostało dodane po 20 oczek, po zakończeniu rękawów, zakończone po 20 oczek
dół - ścieg gładki
Projekt - własny
Ocena włóczki: dobra jakościowo, odrobinę rozwarstwia się przy dzierganiu, bo składa się z kilku cienkich niteczek, trzeba więc nieco uważać, zwłaszcza przy warkoczach. Dobrze się pierze, odrobinę rozciąga, trzeba więc suszyć na płasko, by nie wyciągnąć robótki ponad miarę. Polubiłam ją, ale następną pracą z tego rodzaju nitek będzie tunika albo prosty sweter, by podkreślić surowy charakter tej nieco "sznurkowatej" w obróbce włóczki